Jakub Ostałowski
,
Fotorzepa
Decyzją Sejmu, po przyjęciu jej przez Senat, nowym szefem IPN zostanie Łukasz Kamiński. Ale zanim rozpocznie urzędowanie, na wojnę z nim wyrusza pogromca faszyzmu, obrońca komunistycznych generałów - Stefan Bratkowski.
Polowanie na prezesa IPN czas zacząć. Po redaktorze Tomaszu Lisie, który zgłosił postulat zlikwidowania tej instytucji, bo „każdy z Polaków ma inną pamięć”, na nowo krucjatę podjął Bratkowski.
Jeśli szefem IPN zostanie człowiek tak „polityczny” i tak „ideologiczny” jak Łukasz Kamiński, nie da się rozszyfrować skrótu IPN jako „Instytutu Przyzwoitszego Nieco”. Bo mała jest szansa nawet na nieco przyzwoitości z jego strony. A jeżeli IPN ma kontynuować tradycję narzędzia rozgrywek politycznych, nie widzę powodu, byśmy w ogóle finansowali z naszych pieniędzy podatników taką placówkę – zamiast przekazać ją Polskiej Akademii Nauk pod kontrolę zawodowców historiografii, nie polityków.
Po tej delikatnej „wprawce” Bratkowski wskazuje dotychczasowe błędy i wypaczenia IPN, a także, rzecz jasna, samego Łukasza Kamińskiego. Wśród zarzutów kierowanych znalazły się: „interpretowanie określonych tematów według zapotrzebowania politycznego”, „ignorancja i bzdura metodologiczna jako podstawa ocen”, „skandal co do rzetelności profesjonalnej działań IPN”.
Poważne argumenty poważnego specjalisty od „wolności słowa” kończy prosty, ale jakże oklepany w jego ustach wniosek:
IPN nie był i nie jest też po prostu uczciwym archiwum, które udostępnia swe zasoby do badania ludziom powołanym lub sprawdza przeszłość ludzi delegowanych na strategicznie ważne stanowiska – żeby potem nie stwarzać okazji do szantażu. (...) Kiedy papiery bezpieki trafiły pod władzę bohaterów spóźnionych na barykady albo takich, którzy nie dorośli do Okrągłego Stołu, stały się instrumentem rozgrywki i zemsty, fałszowania historii najnowszej i skażenia świadomości sporej części Polaków. Poczynając od świadomości samego Łukasza Kamińskiego, który miał lat 16, gdy odchodziła PRL.
W tym miejscu Bratkowski nawołuje Kamińskiego do posypania głowy popiołem.
Nie potrafię zrozumieć, jak w ogóle może kandydować do pozycji szefa IPN ktoś, kto ma za sobą grzechy wyżej opisane, i to w pełnym wymiarze, kto odgrywał w tej jaczejce jedną z ról podmiotowych. Nie mogą wystarczyć przeprosiny. To nie były publicystyczne głupie ataki, czy nawet paskudne prasowe insynuacje, które można wyśmiać. Tych grzechów nie da się tak zmazać. Autor musi sam sporządzić analizę motywów i treści swych wypowiedzi i elukubracji, jeśli mamy uwierzyć w jego żal za grzechy, przyjąć, że rozumie, co majstrował.
Nie chce nam się nawet tego komentować, Bratkowski komentuje się sam. Który to już gorszy dzień w twórczości guru salonów?
Jak Paradowska IPN likwidowała
Czy we władzach Radia Szczecin zasiądzie były konsultant SB?
Stefan Bratkowski o SLD: Wraca stary aparat, ale "smarksizm" nie jest lepszy
Antoni Dudek: Polska polityka zagraniczna znalazła się na rozdrożu
Antoni Dudek: Lustracja w Polsce to martwy proces

Paweł Lisicki: Rząd Tuska skalą nieudacznictwa bije na głowę poprzednie gabinety
Posłowie chcą odszkodowań za to, że zostali "internowani w Sejmie"
Donald Tusk gani Stefana Niesiołowskiego
Joanna Lichocka: System Tuska, aby się nie zawalił, potrzebuje pieniędzy
Andrzej Halicki: Chyba główną lekturą Jarosława Kaczyńskiego jest "Mein Kampf"


