Fritz Nähr
,
http://afflictor.com/wp-content/uploads/2010/05/Wittgenstein1930-ritz-Nähr.jpg
Z niekłamanym osłupieniem przeczytałem tekst Miłady Jędrysik pt. „Jestem tym, co mówię“ opublikowany w świątecznym wydaniu Gazety Wyborczej (18-19 czerwca). Autorka donosi tam, że w berlińskim Schwules Museum (Muzeum Gejostwa) została zorganizowana wystawa poświęcona Ludwigowi Wittgensteinowi. Celem tej imprezy jest nie tylko maglowanie pościeli i eksponowanie seksualności (?) wybitnego filozofa. Organizatorzy postawili sobie ambitne zadanie reinterpretacji dzieła Wittgensteina. Kluczem do zrozumienia zagadnień, które od dziesięcioleci zajmowały najtęższe umysły ma być według niemieckich muzealników homoseksualna orientacja autora Traktatu! Zacytujmy za Gazetą fragment z katalogu wystawy:
Zmiany jakie zachodzą w jego filozofii (bo Wittgenstein radykalnie zmodyfikował swoje poglądy z wczesnego Traktatu logiczno-filozoficznego), mogą stać się jasne w świetle jego biografii.
Dalej Miłada Jędrysik przybliża stosunki panujące w rodzinnie filozofa; wspomina o panującym tam patriarchacie i samobójstwie dwóch braci Ludwiga, ukrywających się ze swoją homoseksualną orientacją.
Co najmniej dwie rzeczy tutaj zadziwiają. Po pierwsze: genetyczne odczytywanie dzieła poprzez biografię autora było anachronizmem już gdzieś w latach 20. zeszłego stulecia. Bo tezy forsowane przez autorów wystawy nie mają nic wspólnego z modną teraz teorią queeru. To, co serwują nam niemieccy muzealnicy, to stare, dobre czytanie w stylu znanym każdemu polskiemu licealiście, np. Van Gogh był wariatem, więc malował tak, jak malował, a Baudelaire był nieszczęśliwy, więc pisał smutne wiersze. Robota krytyka polega tutaj tylko na dopasowywaniu fragmentów biografii twórcy do dzieła.
Wittgenstein diametralnie zmienia poglądy w kilka lat po napisaniu Traktatu? To funkcja niepewności, niezdecydowania i strachu przed błędem, która cechuje homoseksualistę przed 'coming out'em. Na tym egzegeza się kończy.
Autorka tekstu wspomina, że autorzy berlińskiej wystawy wcześniej pod lupę wzięli Michela Foucaulta. Przesłanie płynące z całej ekspozycji było pewnie podobne. W przypadku omawianej wystawy – i to jest rzecz druga – zadziwia także buta, z jaką laicy pchają się do poważnej filozofii, proponując prostemu ludkowi taką redukcjonistyczną wykładnię.
Myśl Wittgensteina z okresu Traktatu jest bardzo trudna i nie powinno się mieć złudzeń, że każdy może ją pojąć. Mówienie o biografii filozofa jako o ważnym przyczynku do prawidłowego odczytania jego myśli czy do zrozumienia, dlaczego Wittgenstein odszedł od tez Traktatu, jest mamieniem, które może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Zwykle, gdy mówi się o powodach porzucenia filozofii zawartej w Traktacie przez Wittgensteina, porusza się kilka kwestii. Istotna okazała się na pewno niemożność rozgraniczenia tego, co wyrażalne i niewyrażalne w jednym języku uniwersalnym. Inną przyczyną była „zawsze znacząca i celna“ krytyka Franka Ramsey`a dotycząca chociażby namysłu nad kolorami w Traktacie. Komentatorzy wspominają także o wpływie odczytu L.E.J. Brouwera z wiosny 1928 roku na temat nieskończoności w matematyce, którego Wittgenstein był słuchaczem. Od tego momentu autor późniejszych Dociekań filozoficznych zaczyna odchodzić od swoich wcześniejszych postulatów.
Berlińska wystawa łączy w sobie dwie choroby naszego wieku. Stara się ona realizować mit egalitarystycznej nauki w myśl zasady: wszystko powinno być dostępne dla wszystkich. Ze zrozumiałych względów zawiłości formalne systemu Wittgensteina zraziłyby człowieka nieobeznanego z takim zapisem, więc funduje mu się prostą interpretację.
Zwiedzający nie musi już wiedzieć co to znaczy teoria logicznego odwzorowania albo intuicjonizm w matematyce. Powinien za to wiedzieć, że Wittgenstein miał skłonności homoseksualne. Wiąże się to z drugim symptomem chorobowym. Niemożliwe staje się mówienie o dziele bez zaglądania do sypialni autora.
Przemoc wobec homoseksualistów najczęściej stosują najbliżsi
Aleksander Nalaskowski: Homoseksualizm jest chory
"Gazeta Wyborcza": Geje i lesbijki w podręcznikach już od przedszkola
Krystian Legierski: Naszym celem jest doprowadzenie do adopcji dzieci
Jeśli porady seksualne, to tylko w biurze Roberta Biedronia

Paweł Lisicki: Rząd Tuska skalą nieudacznictwa bije na głowę poprzednie gabinety
Posłowie chcą odszkodowań za to, że zostali "internowani w Sejmie"
Donald Tusk gani Stefana Niesiołowskiego
Joanna Lichocka: System Tuska, aby się nie zawalił, potrzebuje pieniędzy
Andrzej Halicki: Chyba główną lekturą Jarosława Kaczyńskiego jest "Mein Kampf"


