Robert Gardziński
,
Fotorzepa
O sukcesie „Uważam Rze” w wywiadzie dla Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich mówi redaktor naczelny tygodnika - Paweł Lisicki.
Zapytany, jak osiągnąć sukces, Lisicki odpowiada:
Gdyby wszyscy wiedzieli, jak to się robi, to nowych przedsięwzięć medialnych byłoby tyle, co grzybów w lesie. A poważnie mówiąc, złożyło się na to kilka czynników. W największym stopniu to zasługa autorów, wyjątkowo dobrych publicystów, niespotykanych gdzie indziej na polskim rynku w takim zespole.
Najważniejsza rzecz poza autorami to wolne miejsce na rynku, które pojawiło się po zmianach właścicielskich we „Wprost”. Pojawił się tam wtedy Tomasz Lis i całkowicie zmienił linię polityczną tego tygodnika - z pisma konserwatywno-liberalnego na lewicowo-liberalne. (...) A trzecia rzecz to jest to, co wydarzyło się w mediach publicznych, czyli wyrugowanie z nich praktycznie wszystkich dziennikarzy, publicystów o poglądach prawicowych, konserwatywnych. Było więc i oczekiwanie, i miejsce na rynku.
Na temat fenomenu „Uważam Rze”:
Mówiąc językiem handlowym gazeta, pismo jest jednym z najtrudniejszych towarów. Zaspokaja tak różnorodne potrzeby, ma w sobie tyle różnych odniesień, co żaden inny produkt. Pisma, zwłaszcza poważne, mają wiele różnych wymiarów.
Niewątpliwie jednym z powodów, dla których czytelnicy kupują „Uważam Rze”, jest element światopoglądowy, tożsamościowy, zresztą uważam, że pisma w coraz większym stopniu dostarczają poczucie tożsamości, a w coraz mniejszym - informacje. Druga rzecz to jest oczywiście to, że nasze pismo jest wyjątkowo krytyczne wobec władzy. A że na rynku jest bardzo duża dominacja mediów prorządowych, to jest też duża grupa ludzi, którzy chcą usłyszeć jakiś inny głos, krytyczną opinię i mieć poczucie, że ta władza jednak jest kontrolowana.
I rzecz trzecia, często niedoceniana w różnych dyskusjach, to redagowanie tygodnika. Można mieć słuszne poglądy, być odważnym, sprzeciwiać się nadużyciom władzy, a mimo to nie mieć dużej, zaufanej grupy czytelników, ponieważ tygodnik to nie tylko polityka, nie tylko publicystyka. Musi zawierać coś lżejszego, musi być przyjemny, podawać wiedzę z różnych dziedzin.
Czy "rola tożsamościowa" pisma oznacza jego uczestnictwo w grze politycznej?
Tożsamość to jest raczej sfera pewnych wartości niż bezpośredniej polityki. Oczywiście dostarczając jakąś informację, prowadząc jakieś śledztwo dziennikarskie ma się pewien wpływ polityczny, ale to nie różnicuje mediów na działające teraz i przedtem, bo kiedyś było to tak samo robione. Chodzi o coś innego, o to, że pewna wizja świata teraz jest przekazywana przez pisma w większym stopniu niż dawniej, ale to dotyczy metapolityki i wartości, a nie bezpośredniej gry politycznej.
List otwarty publicystów „Rzeczpospolitej” do Grzegorza Hajdarowicza
Stefan Niesiołowski nie robi nic, ale jest bardzo potrzebny
Paweł Lisicki: „Ziobryści” nieskładnie próbują znaleźć swoje miejsce
Rok Komorowskiego oczami publicystów
Piotr Zaremba: "Kaczorolodzy" z prawicy liczą na osobistą amnestię

Paweł Lisicki: Rząd Tuska skalą nieudacznictwa bije na głowę poprzednie gabinety
Posłowie chcą odszkodowań za to, że zostali "internowani w Sejmie"
Donald Tusk gani Stefana Niesiołowskiego
Joanna Lichocka: System Tuska, aby się nie zawalił, potrzebuje pieniędzy
Andrzej Halicki: Chyba główną lekturą Jarosława Kaczyńskiego jest "Mein Kampf"


