Rafał Guz
,
Fotorzepa
Wśród niektórych publicystów - zarówno tych profesjonalnych, jak i amatorów - dominuje przekonanie, że tzw. salon niekoniecznie jest usatysfakcjonowany bezgraniczną dominacją polityczną Platformy Obywatelskiej. D. Tusk nie zdołał przepchnąć sztandarowych projektów promowanych przez "Gazetę Wyborczą" i "Politykę". Nie unormował metody "in vitro", nie poparł ustawy o związkach partnerskich, nie rozprawił się z Kościołem; poprzestał – jak zwykle - na obietnicach. W partii postępu pojawiają się osoby zupełnie niepostępowe, reprezentujące po trosze poglądy W. Wierzejskiego (poseł Węgrzyn), lub zbyt "spisione" (J. Gowin, E. Radziszewska). Oczywiście warto tę niewygórowaną przecież cenę płacić, jeśli to skuteczny sposób na zastopowanie krwiożerczemu J. Kaczyńskiemu marszu po władzę. Zresztą, Platforma co jakiś czas łasi się do swych promotorów obdarzając ich orderami, kolejnymi przywilejami, wreszcie stanowiskami (vide: transfer politycznych bankrutów - dawnych UDeków do Kancelarii Prezydenta Komorowskiego, nominacja dla Konrada Niklewicza, byłego dziennikarza "Gazety Wyborczej" na intratne stanowisko unijne, angaż Jakuba Wojewódzkiego do promocji Polski w czasie naszej rychłej prezydencji w UE, etc.).
Nie zmienia to faktu, że istnieje w opisywanym wyżej środowisku narastająca tęsknota za jakąś formą restytucji LIDu. Pozyskanie posła Arłukowicza oraz medialne spekulacje nad współpracą Tuska z M. Borowskim, W. Cimoszewiczem, a może nawet R. Kaliszem, owego lekkiego przygnębienia nie potrafią przerwać.
Premier nie jest żadnym ideowcem, jemu do szczęścia wystarczy stałe dzierżenie władzy. Do utrzymywania przez PO stałego poparcia potrzebne jest istnienie frakcji (tych z Gowinem i Kidawą-Błońską na czele), a ich względna równowaga (o którą Tusk zabiega i która jest mu na rękę) gwarantuje, iż w kwestiach ideologicznych (ale nie tylko) Platforma nie dokona żadnego nowego otwarcia. Klasyczny przykład - wspomniane prace nad ustawą o "in vitro", których końca nie widać.
Ideowym lewakom, tym podziwiającym postępowe reformy premiera Zapatero, wizja długoletnich, stagnacyjnych - z ich punktu widzenia - rządów PO niekoniecznie odpowiada: niby CBA i IPN odzyskano, ale inwigilacja (nie tylko „pisiorów”) trwa w najlepsze, niby krzyż z Krakowskiego przeniesiono, ale po salonach wciąż wiją się „czarni”. Samo powstrzymywanie moherów, bez trwałego rewolucjonizowania państwa na modłę zachodnioeuropejską, nie wystarcza. Pewnie dlatego Ruch Palikota, w pierwszym okresie swego istnienia, uzyskał potężne, darmowe, medialne wsparcie. Niestety (dla nich), bez rezultatu.
W tym kontekście należy obserwować zbliżające się głosowanie nad kandydaturą dr. Łukasza Kamińskiego (na zdjęciu) na szefa IPN. Jego wybór będzie dla salonu policzkiem, a równocześnie jedynym z nielicznych sukcesów Polski pod rządami PO (obym się na człowieku nie zawiódł). Premier może sobie na ten gest pozwolić, bo na kogo ostatecznie Michnik rozkaże głosować, gdy PIS niebezpiecznie się zbliży? „Lewica” Napieralskiego, Czarzastego, Millera jest dla „agorowców” niewybieralna.
Wczoraj publicysta "Gazety" - Adam Leszczyński (na osłodę?) interwencyjnie "skopał" dr. Kamińskiego - może, gdy odnajdzie na czołowej kolumnie 300-tysięcznego dziennika kilka ostrych słów na swój temat - zmądrzeje. Trzeba przyznać, iż nerwowość na Czerskiej w związku z groźbą "przejścia" tej nominacji, sięgnęła zenitu. Co wywołało furię? Otóż pan Łukasz Kamiński ośmielił się pochlebnie (a raczej neutralnie) wyrazić na temat głośnej IPNowskiej publikacji traktującej o uwikłaniu młodego L. Wałęsy we współpracę z bezpieką.
Leszczyńskiego to rozsierdziło :
"Czyli był agentem czy nie był? Wypada się zdecydować. Historyk dr Kamiński świetnie wie, że książka Gontarczyka i Cenckiewicza była publicystyką historyczną pisaną na zamówienie. Chodziło o to, żeby Wałęsie zniszczyć życiorys i zakwestionować jego historyczną rolę. (…) Prezes IPN jest czymś więcej niż bezstronnym urzędnikiem państwowym bez poglądów. Jego rolą jest dbanie o prawdę historyczną. I to jest rola, do której trzeba się przyzwyczaić.
Znamienne są te klasyczne, propagandowe sztuczki Leszczyńskiego. Głosowanie tuż tuż, nie ma więc czasu na słowną ekwilibrystykę, potrzeba solidnej ZOMOwskiej pały. Bo jakimże argumentem jest wsadzanie w usta (głowę) dr. Kamińskiego swoich szyderczych, paszkwilanckich opinii na temat monografii Cenckiewicza i Gontarczyka? Co więcej, Leszczyński sugerując, iż „SB a Lech Wałęsa…” została napisana „na zamówienie”, podąża ze swadą ścieżką wydeptaną przez samego S. Niesiołowskiego. Nie wskazuje wszakże (za radą mec. Rogowskiego, jak mniemam) na czyje zamówienie, bo:
…w osobistym liście i w telewizji wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski (PO) ma przeprosić prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za nieuprawnione sugestie, że b. premier miał wpływ na powstanie książki IPN "SB a Lech Wałęsa; przyczynek do biografii". Ponadto ma powstrzymać się od dalszych wypowiedzi na ten temat i zapłacić 10 tys. zł na cel dobroczynny - orzekł we wrześniu 2009 r. Sąd Okręgowy w Warszawie…
Leszczyński powstrzymywać się nie musi (nie chce). Kolejna żenująca próba wywierania nacisków, kreślenia instrukcji i przestróg nie od dziś stosowana przez emisariuszy "prawdy" z ul. Czerskiej. Liczę, że dr Kamiński im się skutecznie oprze, oddając w ten sposób hołd swemu wielkiemu, jakże często okrutnie spotwarzanemu (zwłaszcza przez salon) poprzednikowi.
Kolejna odsłona procesu "Gazeta Wyborcza" - Jarosław Marek Rymkiewicz
Po zaleceniach Prokuratora Generalnego IPN nie ściga „zbrodni komunistycznych”
Bojkot "Gazety Wyborczej" rozszerza się w szybkim tempie
Adam Michnik o "Gazecie Wyborczej"
Zuzanna Kurtyka: Platforma wmówiła ludziom, że każdy ma coś na sumieniu

Paweł Lisicki: Rząd Tuska skalą nieudacznictwa bije na głowę poprzednie gabinety
Posłowie chcą odszkodowań za to, że zostali "internowani w Sejmie"
Donald Tusk gani Stefana Niesiołowskiego
Joanna Lichocka: System Tuska, aby się nie zawalił, potrzebuje pieniędzy
Andrzej Halicki: Chyba główną lekturą Jarosława Kaczyńskiego jest "Mein Kampf"


