W Pałacu Prezydenckim Bronisław Komorowski spotkał się z organizatorami kampanii profrekwencyjnych. Wśród tych ostatnich na szczególne słowa uznania zasługują ci, którzy podczas ostatniej kampanii prezydenckiej, w „neutralnych” spotach zachęcających do pójścia na wybory, zatrudnili dwoje aktorów: Magdalenę Boczarską i Tomasza Karolaka. Zabawny zbieg okoliczności, że oboje zapisali się wcześniej do Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego. Dziś Karolak jest zawiedziony Platfromą, ale Boczarska raczej nie, bo wkrótce po tamtym akcesie zdobyła nagrodę aktorską na festiwalu w Gdyni, za rolę w filmie Jana Kidawy-Błońskiego, męża szefowej kampanii PO, także członka Komitetu Poparcia. Dziś prezydent spotyka się z tymi, którym w dużej mierze zawdzięcza wygrane wybory i nadal zgadza z ich opiniami w całej rozciągłości.
Pan prezydent stoi na stanowisku, że nie ma żadnych przeszkód natury konstytucyjnej, jeśli chodzi o organizację dwudniowych wyborów - mówi dziennikarzom rzecznik prasowy Joanna Trzaska-Wieczorek.
Radość, jaka wypełnia nasze serca, że prezydent stoi, a nie siedzi, czy – co byłoby absolutnie nie pomyślenia – leży na stanowisku, jest wielka. Ale i zmartwienie niemałe, że głowa państwa polskiego dostraja się do oczekiwań życzliwych jego środowisku ludzi tak szybko. Jak przypomina dzisiejsza „Rzeczpospolita”, artykuł 98 Konstytucji RP mówi: „Wybory do Sejmu i Senatu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 30 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu”. Nie na dni wolne od pracy, nie na tydzień, czy kwartał, ale właśnie – na dzień. Przykre, że w gronie prezydenckich doradców nie znalazł się ani jeden Tomasz Nałęcz, który zerknąłby do najważniejszego polskiego aktu prawnego - zanim głos zabrał rzecznik prasowy. Jest jeszcze jeden drobiazg. Drugi dzień wyborów kosztowałby Polskę 50 milionów złotych. Ale kto by się tym przejmował, nie taką forsę się trwoniło.
Blogerzy piszą o krótkiej pamięci prezydenta
Bronisław Komorowski: Nałogom mówię „Stop!”
Marek Migalski: Nałęcz to nie Komorowski
Wybory jednak dwudniowe?
Szef "Solidarności": To są rządowe obiecanki cacanki

Paweł Lisicki: Rząd Tuska skalą nieudacznictwa bije na głowę poprzednie gabinety
Posłowie chcą odszkodowań za to, że zostali "internowani w Sejmie"
Donald Tusk gani Stefana Niesiołowskiego
Joanna Lichocka: System Tuska, aby się nie zawalił, potrzebuje pieniędzy
Andrzej Halicki: Chyba główną lekturą Jarosława Kaczyńskiego jest "Mein Kampf"


