Jerzy Dudek
,
Fotorzepa
Nie mogę już słuchać naiwnych przemówień o tym, że tuż po tragedii smoleńskiej Polacy stali się wspólnotą, a dziś nie są. Że przed rokiem tak pięknie to wyglądało pod Pałacem Prezydenckim, a obecnie Polak Polakowi wilkiem. Przypominam wylewającym krokodyle łzy, że przed rokiem nikt nie zdążył, jak teraz, postawić przed pałacem barierek i wydać zakaz stawiania tam zniczy, kładzenia kwiatów, odmawiania modlitwy. Zanim odpowiednie organy władzy zajęły odpowiednie stanowiska, kilkaset tysięcy ludzi oddało hołd ofiarom bez jednego fejsbukowego wezwania. Same z siebie. Nie cierpię na amnezję, tak powszechną dziś wśród wielu telewizyjnych dziennikarzy, bym miał, jak oni, kiwać smutno głową i głosem pełnym troski, łkać, że tak szybko roztrwoniliśmy poczucie wspólnoty. Pamiętam, jak Andrzej Wajda na łamach „Gazety Wyborczej” rwał na strzępy żałobę narodową, bo nie mógł ścierpieć, że para prezydencka zostanie pochowana na Wawelu. A już dwa tygodnie po tym, jak setki tysięcy Polaków stały w kilkunastogodzinnych kolejkach, by pożegnać Marię i Lecha Kaczyńskich, reżyser „Katynia” nawoływał, by teraz biec palić znicze na grobach sowieckich żołnierzy. Pewnie gdyby mógł, przeniósłby wszystkie wiązanki z Krakowskiego Przedmieście na Plac Czerwony, oczywiście – w imię przyjaźni z Rosją.
To taki stary, rosyjski zwyczaj – przenosiny. W nocy z soboty na niedzielę Rosjanie przenieśli z kamienia w Smoleńsku polską tablicę w inne miejsce, a w zamian zamocowali swoją. Tłumaczą, że miejscowa ludność chciała przeczytać, co tam było napisane. Tak wygląda rosyjski przekład z polskiego. Na naszej tablicy była mowa o celu lotu 96 ofiar katastrofy, które miały złożyć hołd ofiarom ludobójstwa w Katyniu. W rosyjskim przekładzie zniknęło już nie tylko ludobójstwo, ale i Katyń. Wydawać by się mogło, że wobec tego skandalu nasza, tak wyczekiwana przez telewizyjnych ekspertów, wspólnota, przemówi jednym głosem. Nic z tego. Po kilku wypowiedziach zbulwersowanych członków rodzin ofiar – z różnych stron politycznej barykady – mikrofony, nie wiedzieć czemu, podstawiono pod nos dyżurnym przeciwnikom wszystkiego, co ową wspólnotą trąca.
Pamiętacie Państwo hasło „Miliard w środę, miliard w sobotę”? Miało dawać telewidzom nadzieję wygranej. Oto na drugim biegunie nadziei pojawia się nowe hasło: „Środa w niedzielę”, i jest to symbol przegranej. W dniu rocznicy tragedii smoleńskiej TVN 24 zaprosił Magdalenę Środę, feministkę i teoretyczkę etyki, popierającą kiedyś partię Janusza Palikota. W zasadzie to ostatnie wystarczy, by zrozumieć, o jaki szczególny rodzaj etyki tu chodzi. Dziś z nocnej podmiany tablicy Środa kpi: „Oj, znowuż nam się przytrafiła jakaś krzywda, znowuż zrobili nam krzywdę ci straszni Rosjanie”. Co się okazuje, dla Środy jej narodowość jest prawdopodobnie jednym z największych przekleństw jej wypełnionego teorią etyki życia. „Fascynacja śmiercią, krzywdą, krwią! W historii nasza krew jest przelana dosyć bezsensownie - na przegrane powstania!” – mówi i macha ręką zrezygnowana. Chwila refleksji dopada mnie kilka sekund później. Środa miałaby rację co do bezsensowności walki Polaków o niepodległość, ale przecież tylko wtedy, gdyby światopogląd jej i Palikota był dziś w narodzie dominujący. Na szczęście jest odwrotnie, co z kolei rodzi pytanie: z jakich powodów tacy właśnie ludzie, z etycznego marginesu, wciąż są hołubieni przez wiodącą stację informacyjną TVN 24.
Profesor Witold Kulesza: Katyń jest ludobójstwem!
Dwie katastrofy
Gawryluk i Środa - dwugłos po wystąpieniu Kaczyńskiego
Andrzej Wajda: W Polsce brakuje szlachetnej lewicy
Daniel Passent o wolności słowa i jej granicach

Paweł Lisicki: Rząd Tuska skalą nieudacznictwa bije na głowę poprzednie gabinety
Posłowie chcą odszkodowań za to, że zostali "internowani w Sejmie"
Donald Tusk gani Stefana Niesiołowskiego
Joanna Lichocka: System Tuska, aby się nie zawalił, potrzebuje pieniędzy
Andrzej Halicki: Chyba główną lekturą Jarosława Kaczyńskiego jest "Mein Kampf"


