Tutaj jesteś: W Sieci Opinii » Horyzonty

Horyzonty

Marta Kaczyńska dla "W sieci opinii": Jesteśmy dużym krajem i stać nas na więcej

Adam Zawadzki 22-10-2011, ostatnia aktualizacja 22-10-2011 12:51

W Sieci Opinii

Marta Kaczyńska opowiada serwisowi "W sieci opinii" o swoich rodzicach, spuściźnie politycznej Lecha Kaczyńskiego, parytetach i roli Polek w XXI wieku

Adam Zawadzki: Dla milionów Polaków Maria i Lech Kaczyńscy to para prezydencka, którą znali tylko z medialnych przekazów. Jak zapamiętała Pani swoich rodziców?

Marta Kaczyńska: Byli bardzo kochającą się parą przyjaciół. Mama i tata, mimo wielu obowiązków zawsze byli gotowi mnie wysłuchać i mimo dzielącej nas odległości pozostawali niezmiennie blisko. Kochali moje córeczki i wolnych chwilach starali się poświęcać im jak najwięcej czasu. Upłynęło już ponad półtora roku od ich tragicznej śmierci, ale wciąż nie mogę przywyknąć do ich odejścia.

Moi rodzice, poza tym, że byli nowoczesnymi patriotami z konkretną wizją przyszłości Polski, byli przede wszystkim dobrymi, wrażliwymi ludźmi.  Bezpośrednimi, otwartymi na innych, umiejącymi słuchać i zawsze chętnymi do pomocy drugiemu człowiekowi. Oboje byli bardzo ciekawi świata. Tata miał fenomenalną pamięć i niezwykle dobrze znał historię. W wolnych chwilach lubił czytać i słuchać muzyki. Niesłychanie barwnie opowiadał. Miał ogromne poczucie humoru - tak jak i mama.

Rodziców cechowała  też zdolność do autoironii. Mama miała niesamowitą zdolność do nauki języków obcych i w zasadzie wszędzie na świecie potrafiła nawiązać z ludźmi wspólny język. Jej zamiłowaniem była przede wszystkim muzyka klasyczna, która towarzyszyła jej od zawsze. Od dziecka grała na fortepianie. Interesowała się sztuką i umiała dostrzegać piękno. Była też niepoprawną optymistką i nawet w najtrudniejszych chwilach wierzyła - zarażając tym innych, w pozytywne zakończenie. 

Przy tym wszystkim rodzice byli niesłychanie skromni. Nie należeli do tych, którym największą przyjemność sprawiają dobra materialne. Doceniali możliwości dzisiejszego świata, ale zawsze podkreślali, że nie należy koncentrować swojego życia wyłącznie na sprawach doczesnych, prywatnych. Mieli w sobie ogromną potrzebę działania w interesie publicznym i byli w tym bezinteresowni. Uczciwi. Wierni zasadom. Spokojni. Prezydentura mojego Taty nie zmieniła moich rodziców. Pozostali sobą.

Proces wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej ciągnie się w nieskończoność, a media informują nas o kolejnych kompromitacjach osób odpowiedzialnych za wyjaśnianie powodów tragedii. Czy wierzy Pani, że uda się do końca wyjaśnić przyczyny katastrofy, a winni zaniedbań poniosą odpowiedzialność?

Wierzę, że uda się wyjaśnić rzeczywiste przyczyny katastrofy. Podobnie jak wielu innych ludzi zdaję sobie jednak sprawę, że obecne władze są konsekwentne w swej niechęci do ujawnienia prawdy na temat tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku. Optymizmem napawają mnie jednak informacje na temat specjalistów z kraju i z zagranicy, którzy na własną rękę dokonują skomplikowanych analiz ostatnich chwil lotu TU-154m.

Doceniam również ogromne zaangażowanie internautów, często anonimowych osób, które nie odpuszczają tego tematu i stopniowo dochodzą do kolejnych wniosków. Wiem, że praca tych ludzi nie pójdzie na marne. Oczywiście, można twierdzić, że to za mało, bo do wszechstronnego zbadania przyczyn katastrofy potrzebne jest nawiązanie współpracy  międzynarodowej na szczeblu rządowym. Polska Donalda Tuska nie jest jednak krajem zainteresowanym takim współdziałaniem, czego dowodem jest zaniechanie zwrócenia się do NATO, czy też wstrzemięźliwość we współpracy w tej sprawie w ramach UE. Nasuwają się pewne analogie z zbrodnią ludobójstwa w Katyniu, Miednoje i Charkowie która miała pozostać przemilczana. Jak mówią: kropla drąży skałę. Zawsze skutecznie.


Do bogatej spuścizny Pani ojca odwołuje się m.in. Ruch im. Lecha Kaczyńskiego. Które najważniejsze idee, jakie wcielał w życie, powinny być kontynuowane i w jaki sposób?


Myślę, że przede wszystkim należałoby się skoncentrować na popularyzacji idei nowoczesnego patriotyzmu, którego podstawowym założeniem jest zapewnienie narodowi możliwości realizacji swoich ambicji. Należy uświadamiać przede wszystkim młodym ludziom, nieskażonym PRL, jak wielką wartością jest ojczyzna, jaki należy jej się szacunek i jak zaangażowanie w działania na rzecz jej dobra znajdują odzwierciedlenie w poziomie życia każdego z obywateli.

Mam wrażenie, że wielu z nas - świadomie lub nie - izoluje się od spraw publicznych. Polityka i sprawy państwa zdają się być dla nich obojętne, bez wpływu na kondycję poszczególnych gospodarstw domowych. Nie należy wymagać od każdego zainteresowania polityką na poziomie publicystów i komentatorów, ale uważam że społeczeństwo powinno mieć wiedzę na temat spraw państwa, by w ramach demokracji móc dokonywać świadomych wyborów. Tego chciał mój Tata. Realizacja idei działania na rzecz uświadamiania społeczeństwa i skłaniania ludzi do większej identyfikacji ze swoją ojczyzną i państwem jest oczywiście utrudniona w warunkach braku sprawiedliwego dostępu do środków masowego przekazu.

Wierzę jednak, że jest to przeszkoda, którą można obejść dzięki samoorganizacji i kreatywności, które ostatnio widać w Internecie, a także na ulicy (czego najlepszym przykładem jest namiot Solidarnych2010 na Krakowskim Przedmieściu). Bardzo istotną jest również idea suwerennego państwa prawa. Suwerennego w znaczeniu zewnętrznym  - oczywiście z uwzględnieniem uwarunkowań unijnych, a także w kontekście wewnętrznym. To jest takiego państwa, którego instytucje działają w sposób niezależny od różnego rodzaju grup nacisków i układów. Państwa o transparentnych procedurach. Polacy powinni uwierzyć, że istnienie takiej Polski jest możliwe. Trzeba jednak wykonać wiele pracy, by przekonać ludzi, że jesteśmy dużym krajem położonym w centrum  Europy i stać nas na więcej.

Dość popularnym hasłem są „parytety”. Czy Pani zdaniem ustawowe wyrównywanie szans kobiet i mężczyzn ma sens? Jakie zadania stoją przed Polkami XXI wieku?



W odniesieniu do parytetów zdecydowanie zgadzam się z poglądem pani  dr Barbary Fedyszak - Radziejowskiej. W swoim artykule opublikowanym kilka tygodni temu na łamach "Rzeczpospolitej" stwierdziła, że parytety stanowią przykład inżynierii społecznej czerpiącej z tego samego sposobu myślenia, co światopogląd naukowy PRL. Są  kolejnym przykładem odgórnego i despotycznego ingerowania w statystyczny wizerunek społeczeństwa, który cechuje brak rozumienia ludzkich wyborów i wartości.

Podobnie jak pani doktor uważam, że należałoby się skoncentrować na znoszeniu barier, które często uniemożliwiają kobietom realizowanie się na płaszczyźnie zawodowej, jak i w życiu publicznym. Narzucenie procentowego udziału kobiet w sprawowaniu władzy według mnie niewiele zmieni.

Skłonność do zasad partnerskich wyniosłam z domu. Zdając sobie jednak sprawę z tego,  że zazwyczaj w przeważającym stopniu to kobiety zajmują się wychowywaniem dzieci, jako matka mogę powiedzieć, że dla mnie bardzo istotnym zadaniem - zwłaszcza w dobie szalejącego konsumpcjonizmu, agresywnego nawoływania do odejścia od wartości  i coraz bardziej zuchwałego zwalczania Kościoła, jest przekazanie dzieciom podstawowych wartości. Wychowanie dzieci w poszanowaniu prawdy, uczciwości, szacunku dla starszych pokoleń i tradycji. Wypracowanie przeświadczenia, że jest to jedyna właściwa droga. 

Chciałabym, aby moje córki wyrosły na kobiety świadome swojej wartości i  pewne wyznawanych przez siebie zasad. Myślę, że to zadanie dla wszystkich mam. Przeżywamy obecnie kryzys rodziny, nasze społeczeństwo coraz bardziej się starzeje i nie możemy być wobec tego obojętne.

Kolejne zadanie dla pań to dalsze dążenie do równouprawnienia skutkującego zapewnieniem wolnego wyboru między karierą zawodową, a życiem rodzinnym lub łączeniem jednego z drugim. Jednym z postulatów mogłoby się stać objęcie jednym ubezpieczeniem społecznym nie tylko pracujących mężczyzn, ale także kobiet zajmujących się wychowaniem dzieci, co moim zdaniem jest przede wszystkim ogromnym szczęściem, ale i pewnego rodzaju pracą wymagającą poświęcenia.

Powinnyśmy się opowiadać za zwiększeniem liczby sprawnie funkcjonujących przedszkoli, które zapewnią dzieciom równy start w edukacji szkolnej. Obniżenie wieku obowiązku szkolnego w sytuacji, gdy tyle szkół nie jest przygotowanych infrastrukturalnie dla małych dzieci, a znaczna część trzylatków nie ma dostępu do przedszkoli, mija się z celem.

 

Źródło: wsieci.rp.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Komentowane
na ostro
Czytane
na gorąco

Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

Donald Tusk w 2007 r. za "Gazeta Wyborcza"
common