Tutaj jesteś: W Sieci Opinii

W Sieci Opinii

Wybory do Parlamentu Europejskiego, czyli walka dobra ze złem

Oskar Górzyński 07-05-2014, ostatnia aktualizacja 07-05-2014 16:02
źródło: YouTube

Aby zaciągnąć wyborców o urn, partie sięgają po patos

Jak widać po zapowiadanej przez sondaże frekwencji, wybory do Parlamentu Europejskiego nie wzbudzają w narodzie większego entuzjazmu. Trudno się dziwić: Bruksela (i Strasburg) są daleko, w mediach to, czym zajmuje się PE raczej nie hula, a przede wszystkim nie jest on w końcu areną mitycznych zmagań między PO i PiS-em, które - niezależnie od narzekań - zawsze rozpalają emocję wyborców. Nie pomaga też fakt, że choć Parlament Europejski formalnie ma całkiem spore uprawnienia i wpływ na naszą codzienność (choć w mało spektakularny sposób), to jest często tylko maszynką do przegłosowywania tego, co zaproponuje w swojej mądrości unijny "rząd" - Komisja Europejska.

Aby zatem pokonać ciężki opór materii, trzeba jakoś te wybory uatrakcyjnić i udramatycznić. Pokazać, że są ważne - nawet jeśli do końca takie nie są. Dość ciekawe - i dość komicznie - zrobił to sztab wyborczy PO wraz z nieśmiertelnym Władysławem Bartoszewskim. W klipie z udziałem polityka, "kwestia głosować czy nie głosować" jawi się jako epicki, epokowy,  wybór , tak dramatyczny jak wybór między dobrem, a złem - o czym zaświadcza dramatyczna i dynamiczna muzyka rodem z filmów akcji i sugestywne grożenie palcem Bartoszewskiego.

W tę samą, iście tolkienowską narrację decydującego starcia poszedł również Jan Hartman, który na swoim blogu na stronach "Polityki" (swoją drogą, czy to nie kuriozum, że tygodnik udostępnia swoje strony wyborczej propagandzie za darmo?) uderza w tony rozbuchanego, nadętego i ostatecznie niemiłosiernie nudnego patosu. W trosce o cytujemy tylko fragmenty jego odezwy, płomiennej jak u Fidela Castro -  i takoż ciekawej.

Za miesiąc, my, Europejczycy, zdecydujemy, czy chcemy iść na prawo, czy chcemy iść na lewo (...) Są to rozstrzygnięcia o wiele bardziej istotne, niż „ups and downs” głównych partii w wyborach do parlamentów krajowych. Albo idziemy dalej z tą Europą, albo zatrzymujemy proces integracji. Taka jest stawka. (...)Za miesiąc, my, Europejczycy, zdecydujemy, czy chcemy iść na prawo, czy chcemy iść na lewo. Wyścig wyborczy do Parlamentu Europejskiego jest wyrównany i naprawdę nie wiadomo, kto będzie miał w PE większość. Tym samym nie wiemy, kto będzie Przewodniczącym Komisji Europejskiej i jakie stronnictwa polityczne reprezentować będą nowi komisarze. A są to rozstrzygnięcia o wiele bardziej istotne, niż „ups and downs” głównych partii w wyborach do parlamentów krajowych. Albo idziemy dalej z tą Europą, albo zatrzymujemy proces integracji. Taka jest stawka.

Jest też i inna, bardziej klasyczna dychotomia: albo jesteś z Brukselą, ostoją demokracji która obroni nas przed faszyzmem prawicy, albo przeciwko niej - co oznacza że jesteś zaściankowym "prawakiem" i antydemokratą (trzeba tu przyznać, że dość dużej odwagi i odporności na fakty wymaga przedstawienie unijnych mechanizmów jako "demokratycznych").

Europa to projekt demokratów (...) To projekt stworzony przez ludzi, którzy w imię wielkich wartości i mając wizję przyszłości odległej nawet o sto lat, gotowi są dziś tracić, żeby zyskać – wespół z innymi – pojutrze. właśnie tego nie może przeboleć prawica. Jej żądza władzy każe jej szukać dla siebie jakiejś prerogatywy w tym, że jest „u siebie", swojska i narodowa, a nie „brukselska". Otóż tak jak władza warszawska chroni nas przed swojskim autorytaryzmem krakowskich rajców, tak władza brukselska broni nas przed warszawskimi nacjonalistami, którzy wyobrażają sobie, że ich władza jest lepsza i lepiej legitymizowana, bo „jest tutejsza". Nie. Władza brukselska jest tak samo nasza, tylko trochę bardziej profesjonalna i sprawniejsza, niż ta w Warszawie. Tylko idźmy i sami sobie ją wybierzmy. 25 maja.

Pójdziemy? Wybierzemy?

Przeczytaj więcej o:  bartoszewski , europa plus , hartman , spot

Źródło: Polityka.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Komentowane
na ostro
Czytane
na gorąco

Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

Donald Tusk w 2007 r. za "Gazeta Wyborcza"
common